• Home
  • /
  • Codzienność
  • /
  • Pozytywni ludzie czy raczej „Ciotki”? Do której grupy należysz?

Pozytywni ludzie czy raczej „Ciotki”? Do której grupy należysz?

pozytywni ludzie

Pamiętaj moja droga, życie masz tylko jedno. To w jaki sposób je przeżyjesz zależy tylko od Ciebie. Od Ciebie też zależy jakimi ludźmi będziesz się otaczać.Może nie do końca masz na to stuprocentowy wpływ, ale z pewnością wiele od Ciebie zależy.

Uwielbiam pozytywnych ludzi, z którymi można rozmawiać o wszystkim, robić głupie rzeczy, a przy tym być sobą. Bo właśnie o to w tym chodzi, żeby być sobą i nikogo nie udawać.

Kiedy byłam dzieckiembawiłam się z siostrą i koleżankami w tzw. „Ciotki”. Wiecie o ci chodzi? Siadałyśmy przy stole, nalewałyśmy sobie do filiżanek sok i udawałyśmy, że jesteśmy dorosłe. Piłyśmy naszą „kawę”, zakładałyśmy nogę na nogę, rozmawiałyśmy na poważne tematy.

Generalnie udawałyśmy kobiety w wieku, w którym jestem teraz, poważne, bez poczucia humoru, plotkujące, narzekające, zajmujące się tylko tym co jest takie nudne i przeznaczone, w naszym ówczesnym mniemaniu, tylko dla starszych kobiet.

Teraz, kiedy wracam do tych zabaw wspomnieniami nie widzę siebie w takiej roli za cholerę, mając te trzydzieści (z lekkim hakiem) lat. Mam dziecko, jestem matką, mam pracę i mieszkanie, więc jestem na etapie życia w jakie dawno temu się bawiłam. Wtedy uważałam, że właśnie tak wygląda dorosłość, ale chyba źle odczytywałam sygnały.

Teraz są momenty, że w żaden sposób nie przypominam tej drętwej, nudnej baby z moich dziecięcych zabaw. Teraz lubię się głośno śmiać, skakać, śpiewać, robić rzeczy pozytywne i zarażać tym innych. Może czasami słyszę, że to dziecinada, ale przeważnie mówią to osoby, które na pewno nie zaliczają się do tej grupy „pozytywnych” tylko prędzej są tymi „ciotkami”. Nie biorę takich opinii do siebie.

Mam za to w pobliżu kilka osób, które wiem, że mają dystans do samych siebie i są właśnie pozytywne. Nie wtrącają się w życie innych i nie ingerują nieproszeni. To właśnie cenię. Zauważyłam, że są to często osoby które nie grają tzw. głównych skrzypiec, a zwykle stoją z boku. Gwiazdorzenie i wywyższanie się jakoś mi nie imponuje.

Jednak, żeby nie było tak łatwo, lekko i przyjemnie, są momenty kiedy nie masz wpływu na to z kim spędzasz czas. W takim przypadku ja przyjęłam taktykę nie wtrącania się.

Zdarza się, że wyląduję w ogniu jakiejś gorącej rozmowy, która mnie nie dotyczy, a często też nie dotyczy żadnej z osób biorących w niej udział. Plotkowanie. Uczulona jestem na plotki, tym bardziej, że sama byłam (i nadal jestem) często ich tematem. Dlatego kiedy tylko obije mi się o uszy tworzenie przez takie wredne i fałszywe „ciotki” jakiejś głupiej historii, to się wyłączam. Zajmuję się wtedy wszystkim innym, tylko nie słuchaniem i nie ingerowaniem, bo doskonale wiem co to znaczy dostać rykoszetem w takim przypadku.

Odkąd pamiętam, kierowałam się zasadą, że nie pcham się tam, gdzie mnie nie chcą i na siłę nie staram się przebywać z osobami, które mojego towarzystwa nie potrzebują. Myślę, że takie podejście jest bardzo dobre, zdrowe dla mnie i na pewno pozytywnie wpływa na moje samopoczucie. W towarzystwie, gdzie mnie nie chcą z pewnością nie poczuję się jak ryba w wodzie, więc po co tam się pchać.

Można przecież ten czas wykorzystać inaczej i z osobami, którym szczerze zależy na moim towarzystwie.

Do jutra :)