I daj mi cierpliwość, żebym… po prostu mi ją daj!

Cierpliwość

Obudziłam się o 5. Moje dziecko postanowiło zafundować nam mały poranny koncert po którym smacznie sobie zasnęło z tatusiem jeszcze na dwie godziny, zostawiając mnie z oczami jak pięciozłotówki, gapiącą się w okno naprzeciwko łóżka.Wstałam więc, naciągnęłam na swój lekko przyduży tyłek dresy i nie pozostało mi nic innego jak wyjść z psem sprawdzając przy okazji czy dzisiaj temperatura idzie bardziej w wiosnę czy ciągle oscyluje w okolicach późnej jesieni. Pogoda na zewnątrz super, trochę wieje, ale przynajmniej przestał sypać śnieg. Mam nadzieję, że tym razem na dłużej, przynajmniej tak do grudnia.

Chodząc po podwórku, pomiędzy omijaniem wszelkich ukrytych w trawie niespodzianek, jak zwykle robiłam swój rachunek sumienia. Moja cierpliwość jest jeszcze w fazie raczkującej, a ja naprawdę robię co mogę żeby zaczęła w końcu dojrzewać. Dzisiaj postanowiłam cały dzień kontrolować swoje emocje bez względu na wszystko. Bo muszę przyznać, że ci moi domownicy trochę dostają po tyłkach (w przenośni oczywiście) kiedy ja akurat mam gorszy dzień, a moja cierpliwość bierze dzień wolny.

Dzisiejszy dzień nie był najlepszy, żeby się tego podjąć, ale jakoś poszło…

Najpierw wybrałam się do sklepu, bo śniadanie zjeść trzeba, a w związku z tym i składniki na nie trzeba kupić. Wróciłam, wszystko przygotowałam, nawet kawa była. Wszystko jak ta lala i w końcu wstaje księżniczka. Z doświadczenia wiem, że z rana obowiązkiem jest jogurt, który dzisia zapodałam wprost do łóżka. Ona wsuwa, a ja zadowolona że obyło się bez porannych scen kończę z tym śniadaniem. Następnie wstaje pan domu (niech będzie, że tak go nazwę) i siadamy do stołu.

Myśle sobie, że póki co wszystko idzie gładko…

Po śniadaniu matka zarządziła podwórko. Ubrałyśmy się i we dwie ruszyłyśmy na podbój huśtawek i piaskownicy. Pogoda coraz lepsza. Słońce jest, a to najważniejsze, bo lekarz kazał odstawić witaminę D już w maju, a ja się wahałam że może jednak poczekać jeszcze trochę, mało słoneczny ten maj.

Zabawa była przednia, córka w świetnym humorze, wszędzie chciała wejść, wszystko zobaczyć, a mi to wcale nie przeszkadzało. Kiedy proponowałam powrót do domu słyszałam stanowcze NIE. Dobra, niech lata, lepiej będzie spała.

Nagle pojawił się bunt i bah! Czapka na piasku, to myśle sobie założę i tyle, a tu znowu bah! Dobra, czas do domu. Mała pod pachę i do windy. Była spokojna, myślę że też tego chciała tylko była zbyt dumna żeby poprosić…

Patrzę w domu, trze oczy. Super! Zaraz zaśnie, a ja porobię to i owo. Nic mylnego, zaczęła się histeria. Płacz, krzyk, walenie nogami. Wisk nie z tej ziemi, morze łez, podchodzę do niej a ona NIE! Dobra, będę czekać. Czekam tak i czekam, dobre parę minut. W końcu dała się przekonać żeby wejść na łóżko i po kolejnej dawce płaczu i wytężaniu swoich strun głosowych zasnęła.

Ajjjjj, piękny odgłos ciszy. Czyli chyba zaczynamy jeden z tych buntów o których tyle słyszałam od innych matek. Spoko, myślę. Wiem, że tak ma być, więc się przygotuję.

Kiedy zasnęła poleciałam na chwilę do pracy zostawiając moją dwójkę razem w domu. Umówiliśmy się na spacer za jakiś czas. O 14 spotykamy się ponownie w parku. Słyszę, że pobudka była podobna jak zasypianie. Uffff, ominęło mnie to.

Spacer był całkiem, całkiem, nie licząc kilku scen w cukierni i na obiedzie, gdzie córka moja postanowiła przetestować moją cierpliwość w gronie innych osób korzystających z pięknej pogody poza domem. Nie dałam się, spokój mój wygrał.

Ostatnim etapem był wieczór w domu. Prawie się złamałam. Chociaż nie, złamałam się. Kiedy po kilku minutach jęczenia, uwieszania się na mojej nodze i płaczu, krzyknęłam. No nie wytrzymałam. Mój brak 100 % cierpliwości dał za wygraną. Cel nie został osiągnięty.

Do kąpania i przewijania zatrudniłam już tatę. Zdecydowanie kanapa szczególnie skutecznie przyciągała mnie do siebie, a mi jakoś tak trudno było się jej oprzeć. Podjęłam się tylko jeszcze usypiania. Tata miał wychodne do kina, to poleciałam na łóżko z córcią.

Ponuciłyśmy sobie, powierciłyśmy się. Nagle ona wzięłam moją dłoń i przykładając ją sobie do twarzy zasnęła. Nawet nie śmiałam jej zabrać, za bardzo mnie to wzruszyło. Leżąc tak już wiedziałam, że od jutra znowu zaczynam walczyć z tym moim brakiem cierpliwości, bo warto. Bo dla niej zrobię wszystko. Bo jest całym moim światem ❤️

CierpliwośćCierpliwość Cierpliwość CierpliwośćCierpliwośćCierpliwośćCierpliwość<< p>< /p>