Najlepsze jest to macierzyństwo

macierzyństwo

 

Macierzyństwo nigdy mnie nie przekonywało, nie widziałam siebie w takiej roli. A teraz mam córkę i to nie byle jaką, bo najlepszą. Nie powinnam tego głośno powtarzać w jej obecności, bo z tego co słyszałam, takie zachowanie grozi tym, że stanie się zapatrzona w siebie.

Moja jednak ma dopiero półtora roku i na razie rozumie:

„Idziemy się kąpać ”

„Zrobiłaś kupę? ”

„Daj buziaka”

„Zanieś to do pralki ”

„Wyrzuć pieluchę”

„Gdzie masz smoczek?”

„Pokaż co masz”

 

Tak czy inaczej czytać nie umie, obsługi neta też nie ogarnia, więc tutaj śmiało mogę zamieszczać różne OCHY i ACHY na jej temat.

Jeszcze dwa lata temu nie przekonywała mnie wizja dziecka, a teraz mam jedno które chciałam, zaplanowałam i mało tego, przewiduje kolejne.

Ale wracając do tematu, to naprawdę fajna ta moja córka. Uśmiecha się często i już wiem, że nawet wykorzystuje ten uśmiech przeciwko nam kiedy nabroi, ale co tam, momenty kiedy przybiega z uśmiechem, kiedy się przytula i daje buziaka są tego warte.

A kiedy rano nie zdążę otworzyć oczu, a ona już mnie całuję i zagląda niecierpliwie aż w końcu to zrobię. Próbuje podnieść moją ciężką, zaspaną głowę z poduszki domagając się natychmiastowego wstania na baczność. Oczywiście wstaję, bo wzięcie jej na ręce z samego rana, poczucia jak się mocno do mnie przytula jest naprawdę bezcenne. Warto.

A kiedy kładę się do wanny z zamiarem totalnego relaksu w naprawdę gorącej wodzie, a ona przychodzi i postanawia spędzić ze mną ten „mój czas”. Leże w wannie i zachwycam się tym ile radości daje jej zabawa pianą i wrzucanie mi zabawek do kąpieli.

A kiedy siadamy do posiłku i ona postanawia nakarmić mnie, a nie siebie. Siedzimy tak we dwie i karmimy się nawzajem (to jeden z powodów, dla których nie widzę nadziei na skuteczne zrzucanie wagi).

Mogę tak zachwycać się przez najbliższe kilkaset znaków w tym poście, ale to co chcę napisać, to to, że jestem totalnie zapatrzona w swoją córkę. Wiem, że życie przed macierzyństwem było o wiele prostsze i wygodniejsze, ale teraz mimo że jest wieczny bałagan, niewyspanie, mnóstwo powodów do wkurzania się, ja i tak wolę to niż tamtą samotność. Ona mi wypełnia wszystkie luki, które były niezagospodarowane we mnie.

To co, że mój organizm pewnie do końca życia będzie zatruwany przez hektolitry kawy, którą nauczyłam się pić jak tylko przestałam karmić piersią. To co, że moje cycki niekoniecznie można zaliczyć do tych o perfekcyjnym kształcie. To co, że nieprędko poleżę w wannie w samotności, a posiłki w ciągu dnia nie będą składały się między innymi ze skórek od chleba, nadgryzionych parówek, czy przeżutych i wyplutych kawałków…wszystkiego innego.

Nie wstydzę się tego co myślałam w chwilach słabości, kiedy byłyśmy na etapie uczenia się siebie i docierania żeby się zrozumieć. Nie jestem super idealną matką w oczach innych super idealnych matek, ale najważniejsze że jestem idealna dla tej jednej osóbki. Skąd to wiem? Bo codziennie odwdzięcza mi się za mój trud uśmiechem, przytuleniem i tym najsłodszym całusem. Słodszym niż najlepsze makaroniki z najlepszej francuskiej cukierni.