• Home
  • /
  • Codzienność
  • /
  • Dlaczego egzamin na prawo jazdy doprowadził mnie do łez, telefon w wannie i pozytywne myślenie….

Dlaczego egzamin na prawo jazdy doprowadził mnie do łez, telefon w wannie i pozytywne myślenie….

pozytywne myślenie

Pamiętacie mój wpis o pozytywnym myśleniu? Z każdym dniem uświadamiam sobie, że to nie było zwykłe pisanie z przypływu chwili, ale na serio od jakiegoś czasu moje nastawienie jest jakieś inne. Nigdy nie patrzyłam na świat, problemy, tak jak teraz i to jeszcze nie jest to na czym chcę skończyć, ale już nie jest źle. Myślę, że obrałam całkiem korzystną dla mnie drogę.

No dobra, my tu gadu gadu, a ja mam Wam trochę do opowiedzenia. Po pierwsze udało mi się zdać egzamin na prawo jazdy. WOW! Część z Was już o tym na pewno wie, ale nie wszyscy. Do tego mój egzamin był taki jakiego nawet bym sobie nie wymarzyła. Był najgorszy, najtrudniejszy i nie chcę nawet myślami do niego wracać. Jednak czego się nie robi dla Was.

Historię mojego prawka opisałam na blogu, który miałam wcześniej. W skrócie mówiąc, nigdy nie pomyślałabym że doświadczę tej chwili, bo nigdy nie ciągnęło mnie do prowadzenia samochodu. Muszę Wam przyznać, że akurat prawo jazdy i ta jazda egzaminacyjna były dla mnie ogromnym stresem. Naprawdę nie pamiętam kiedy tak się stresowałam. Wewnętrznie chyba czułam, że podejmuję się czegoś co dla mnie jest zupełnie obce. Ja naprawdę nawet w myślach, w marzeniach nie wizualizowałam tego że mogę prowadzić samochód. Zwyczajnie nie brałam takiej opcji pod uwagę. Do dzisiaj, gdyby nie moja córka, pewnie bym się nie podjęła tego, a tu proszę. Okazało się, że wcale nie najgorszy ze mnie kierowca. Egzamin sam w sobie pokazał mi, że potrafię myśleć pozytywnie i w każdej sytuacji widzieć jasne strony. Tydzień wcześniej miałam pierwsze podejście, które oblałam. Wtedy tłumaczyłam to sobie tym, że to jeszcze nie jest ten czas, że widocznie coś tam jest niedokończone, muszę nad czymś popracować i dopiero następne podejście będzie tym właściwym.

Tydzień później wyjeżdżając na drugi egzamin czułam, że ziścił się mój najgorszy koszmar. W trakcie całego kursu przebrnęłam chyba przez wszystkie możliwe zjawiska pogodowe. Była śnieżyca, lód na drodze, słońce w oczy, a  tego sądnego dnia wyjeżdżałam w największą ulewę jaką mogłabym sobie wyobrazić. Nos w przedniej szybie, bo nawet wycieraczki wymiękały, a ja podczas godzinnej jazdy po mieście myślałam, że zwyczajnie to nie jest mój dzień na zdawanie prawka. A jeżeli ktoś ma wątpliwości, to chętnie potwierdziliby to rowerzyści, którzy doświadczyli orzeźwiającego prysznica, który im zafundowałam w trakcie…

Serio, stojąc już na placu, po egzaminie, w głowie układałam sobie szereg myśli, które mnie motywowały, które uświadamiały mi, że tym razem znowu to nie jest mój czas, mój dzień na zdobycie uprawnień do kierowania pojazdem zmechanizowanym. I kiedy już byłam naprawdę z tym pogodzona, usłyszałam magiczne „egzamin zakończony pozytywnie”. Moja reakcja? Poryczałam się ze szczęścia, z nadmiaru emocji, ze stresu. Nie wiem, po prostu nie zapanowałam nad tym… Miałam wrażenie, że to całe pozytywne myślenie rzeczywiście działa i dodaje mi ogromnej otuchy.

Działało super, aż wróciłam do domu, wzięłam gorącą kąpiel i… na koniec wykąpałam telefon w wannie…

W tym momencie już nie mogłam sobie wytłumaczyć tego, jako czegoś co musiało się wydarzyć. Tutaj wkroczył po prostu mój pech… Tak myślałam od razu kiedy wyławiałam go z dna wanny. Idąc za ciosem jednak, szukałam w tym jakichś pozytywów. Może z okazji majówki musiałam zostać odcięta od świata, żeby bardziej poświęcić się bliskim? Zrobić sobie detoks od tych social mediów? Może tak właśnie miało być?

Myślę, że o to właśnie tu chodziło, rzeczywiście mniej uczestniczyłam w tym wirtualnym życiu. Nawet dobrze mi to zrobiło, ale od dzisiaj już jestem i chcę z Wami dzielić się pozytywnym myśleniem, motywować siebie i Was w każdym poście jaki się tu ukaże.