• Home
  • /
  • Wnętrze
  • /
  • #pisanezdomu. Nasz taras, na którym obecnie mieszkam

#pisanezdomu. Nasz taras, na którym obecnie mieszkam

taras

Zaczynając ten post miał on być zupełnie o czymś innym, ale uznałam że ten temat będzie o wiele przyjemniejszy, a tamten zostawię sobie na gorszy dzień, kiedy dopadnie mnie jakiś dół. Dzisiaj o dołach ne ma mowy, więc opowiem Wam o moim miejscu na ziemi.

Okres poszukiwań.

Kiedy byliśmy na etapie szukania mieszkania nie miałam długiej listy kryteriów. Chciałam znaleść miejsce gdzie będę czuła się dobrze. Wypadło akurat, że szukaliśmy mieszkania wiosną, więc kiedy pokazano nam mieszkanie identyczne do naszego obecnego, tylko znajdujące się dwa bloki wcześniej, wiedziałam że to jest to. W pierwszej kolejności zachwyciło mnie położenie. Na ogrodzonym osiedlu, bez wścibskich sąsiadów za oknem, otoczone drzewami. Wtedy deweloper oświadczył, że nasze będzie tak samo wyglądało i też będzie wśród drzew, tylko dopiero wylewają fundamenty…

To było lekkie ryzyko, bo namacalnie nie mogliśmy się przekonać czy facet ma rację i nie robi nas w trąbę. Jednak rozglądając się dalej ja już wiedziałam które miejsce siedzi w mojej głowie i wszystkie inne były bleee… Właśnie to wśród drzew, tam siebie widziałam.

Zaklepaliśmy i pozostało nam czekać. W międzyczasie pzeprowadziliśmy się na moje 32 metry i w głowie planowaliśmy jak będzie wyglądać nasze gniazdko. Pod koniec 2017 roku odebraliśmy do niego klucze (Pierwszy mieszknaiowy wpis) i machina ruszyła.

To właśnie było to.

Remont trwał w najlesze, powoli wszystko nabierało kształtów, a ja czekałam aż przyjdzie wiosna, drzewa zrobią się zielone i będę mogła zakochać się po uszy. Nie dopuszczałam nawet do siebie myśli, że się zawiodę, że jednak to nie to, że inaczej to sobie wyobrażałam. Na początku musiałam mocno wysilać swoją wyobraźnię by zamiast łysych gałęzi za okami dostrzec piękne zielone drzewa. Kiedy przyszedł maj i widok za oknem wręcz eksplodował zielenią ja poczułam że ogarnia mnie spokój.

Nie wiem czy jesteście sobie w stanie to wyobrazić. Ja zawsze dziwiłam się, że istnieje coś takiego jak moje miejsce na ziemi. Meszkałam w kilku miejscach, po drodze miałam też swoje własne, pierwsze mieszkanie, ale nawet tam między nami nie iskrzyło. Sprzedanie jego nie wywołało u mnie napływu wspomnień i sentymentu do tego miejsca. Sprzedałam i tyle.

Miejsce zamieszkania zawsze traktowałam jak miejsce gdzie mieszkam, śpię, jem, żyję, ale nie czułam tego przyciągania. Tutaj ciągnie mnie do domu, nie chcę wychodzić, lubię w nim przebywać. Zarówno widok z wnętrza mieszkania jak i z tarasu jest urzekający. Okna są ogromne, wpuszczają dużo światła i czuję się tu jakbym nie mieszkała w mieście, blisko samego centrum tylko gdzieś na uboczu wśród przyrody.

Ale wróćmy do tarasu…

Wstępnie urządzanie tarasu miałam przełożyć dopiero na przyszły rok głównie ze względu na finanse, a w tym roku napompować chociaż materac Oliwce, żeby miała gdzie się wylegiwać. I tego się trzymałam do czasu aż temperatura zaczęła wskazywać ponad dwadzieścia stopni i sama się prosiła żeby nie siedzieć w domu tylko z niej korzystać. Całą majówkę byliśmy w ruchu, grille wyjazdy, ciągle poza domem. Po powrocie odczuliśmy zmęczenie i potrzebę spędzenia czasu u siebie. Wtedy podjęłąm decyzję, że inwestujemy w hamak. Zawsze to jakiś początek.

Kiedy na tarasie zawisł hamak uznałam, że jednak to za mało i musimy kupić krzesła. W Castoramie tego samego dnia znalazłam wspaniałe bujane krzesła i pod koniec dnia już miałam je zamówione z dowozem do domu na drugi dzień. Ostatecznie urządzanie tarasu zaczęłam w tym roku zaniedbując lekko wnętrze mieszkania.

W końcu od tygodnia i tak od rana do wieczora przesiaduję na hamaku bądź bujanym krześle. Ciągle coś dokupuję, zaczęłam sadzić kwiaty, zioła…

… Kanapa i telewizor dostały wolne.

taras

taras

taras

taras

taras

taras

taras

taras