• Home
  • /
  • Codzienność
  • /
  • Odpieluchowywanie. Co pomogło mi w krótkim czasie nauczyć córkę korzystać z nocnika.

Odpieluchowywanie. Co pomogło mi w krótkim czasie nauczyć córkę korzystać z nocnika.

Dobra! Jedziemy z tematem nocnika i odpieluchowywania, bo to chyba jeden z ważniejszych tematów w dziedzinie macierzyństwa, który w żaden sposób nie może nas ominąć. Cierpliwie czekałam aż będę mogła z Wami podzielić się moim sposobem na bezstresowe przekroczenie tej magicznej granicy i w końcu jestem gotowa. My jesteśmy gotowe aby pochwali się Wam jak to się udało.

Kiedy Oliwia była jeszcze bobasem uważałam że pieluchy to super sprawa. Idziesz z dzieckiem na spacer czy do sklepu i nie musisz się martwić szybkim szukaniem toalety, żeby twoja pociecha mogła z niej skorzystać. Kiedy stawała się coraz starsza zaczynałam powoli myśleć o tym jak to będzie. Kiedyś spotkałam sąsiadkę pod sklepem, z którego wracała z nowo zakupionym nocnikiem. Zapytała czy ja też już taki mam, bo już czas przyzwyczajać dziecko do pożegnania z pieluchą. Moja Oliwia miała wtedy rok z kawałkiem i jakoś za cholerę nie mogłam sobie wyobrazić jej siadającej już na nocnik. Swoją drogą ja też nie byłam do końca na to gotowa.

Po jakimś czasie w końcu nocnik kupiłam, ale przez długi czas był on tylko kolejnym elementem wystroju naszego salonu, gdzie spędzaliśmy większość czasu i gdzie Oliwia przynosiła go, żeby używać do zabawy. Oczywiście, że ja nie naciskałam, nie zmuszałam, uważałam że podobnie jak ze spaniem z nami, w pieluchę z pewnością nie będzie robić do 18-taki.

W międzyczasie wielokrotnie jej tłumaczyłam do czego służy nocnik, było kilka prób chodzenia w majtkach lub bez. W wyniku tego pozostał nam dywan w fatalnym stanie, kilkakrotnie prany, stojący zwinięty i czekający na ratunek. Jednak za każdym razem powtarzałam, że nic na siłę i przyjdzie TEN odpowiedni moment.

Plusem w tym wszystkim było moje lajtowe podejście do tej sytuacji. Nie brałam do siebie złotych rad z internetu o konieczności sadzania dziecka na nocnik jak tylko opanuje samo siadanie, że czekanie zbyt długo szkodzi dziecku, że to wina leniwych rodziców… Myślałam sobie wtedy, że skoro Oliwii się nie spieszy to czemu ma mi się spieszyć.

Nadszedł w końcu przełom…

Kiedy Oliwia skończyła 2,5 roku, a my byliśmy w trakcie pakowania i przeprowadzki do nowego mieszkania zawołałam Oliwię do łazienki. Akurat była jej pora kąpieli, posadziłam ją na nocniku i zapytałam czy chce siku. Oczywiście standardowo usłyszałam, że nie. Wiedziałam, że w chwili kiedy włożę ją do wanny zrobi siku prosto do wody i też o to spytałam, czy tak się stanie, na co ona przytaknęła. Wtedy powiedziałam jej, żeby w takim razie zamiast do wanny zrobiła do nocnika na którym akurat siedziała.

I wiecie co? Zrobiła.

Na drugi dzień rano, kiedy tylko wstała zasugerowałam jej nocnik. Oliwia od dwóch dni powtarzała, że chce iść na basen kąpać się, więc potraktowałam to trochę jak kartę przetargową i powiedziałam, że jak chce to musi nauczyć się korzystania z nocnika, bo w pieluszce nie będzie mogła tam pójść. Kiedy rano miała znowu opory żeby powstrzymać się przed zasikaniem pieluchy argument basenu i nauczenia się załatwiania do nocnika poskutkował od razu. Nawet dwa razy nie musiałam jej namawiać.

Od tamtej pory z dnia na dzień szło nam coraz sprawniej.

Cierpliwość u nas była tym kluczem do sukcesu..

Jasne, że są dzieci, które opanowują korzystanie z nocnika dużo wcześniej, albo rodzice którzy mają zapał żeby takie małe dziecko nieustannie pilnować i biegać za nim w oczekiwaniu na sukces. Ja obrałąa trochę inną taktykę, nie zmuszałam Oliwii do niczego i cierpliwie czekałam, aż sama zacznie rozumieć i będzie gotowa.

Znajdą się głosy, że to przez moje lenistwo, bo mi się nie chciało uczyć jej wcześniej. Tylko czy mojej córce stała się krzywda, bo nosiła pieluchę dłużej niż dzieci siadające na nocnik? Znam przypadek, gdzie matka kazałą siedzieć roczneu dziecku na nocniku tak długo aż się załatwi. Nieważne czy trwało to parę minut, godzinę czy dłużej. Dla mnie taka właśnie sytuacja jest niezdrowa dla dziecka.

Tutaj nie chodzi o sukcesy rodziców, którzy chcą się pochwalić w towarzystwie jakie mają zdolne dzieci. Tutaj ajważniejszy jest maluch, który musi tego chcieć i być na to gotowym.

Także już wiecie co mi pomogło. Oczywiście, że czasami nachodziły mnie myśli „co by było gdyby…”, ale nie stresowałam się tym. Bardziej chyba mój Darek brał do siebie fakt, że ona jeszcze tego nie umie. Na niego bardziej wpływały pytania ze strony rodziny typu „Taka duża, a jeszcze nosi pieluchę?!” Ja je olewałam i zdałam się na mój instynkt. Podziałało.