• Home
  • /
  • Codzienność
  • /
  • Dlaczego nie uczestniczę w dyskusjach o szczepionkach, karmieniu dziecka czy porodach

Dlaczego nie uczestniczę w dyskusjach o szczepionkach, karmieniu dziecka czy porodach

szczepienie dzieckaTen post to tak jakby kontynuacja poprzedniego wpisu o wtrącaniu się. Teraz jednak będzie bardziej konkretnie, o trzech tematach, które mnie wręcz drażnią.Jakiś czas temu na tapecie mieliśmy news o porwaniu ze szpitala dziecka przez jego rodziców. Temat gorący, facebook aż się gotował od nowych postów na ten temat, milion opinii, dwa miliony opinii na temat tych opinii i w ogóle jeden wielki szał. Mi na początku temat obił się o uszy w pracy, kiedy przyszedł telegram i nakazano w razie napotkania zatrzymać tę rodzinę. Później dopiero usłyszałam o tym w radiu, a kiedy tylko odpaliłam facebook, to temat uderzył we mnie ze wzmożoną siłą.

Widziałam na forach udzielające się m.in. moje koleżanki, inne osoby hejtujące to co one napisały, opinie ludzi i negatywne i pozytywne. Ogólnie, wachlarz wszystkich emocji jakie można sobie wyobrazić.

Jeżeli chodzi o moje stanowisko w tej sprawie, to z samego tytułu posta można wywnioskować, że nie wypowiem się czy pochwalam czy wręcz przeciwnie. Nie będę wciskać guzika, który może rozpętać kolejną burzę. Już kilka w sieci jest na ten temat, więc kolejna niczego nowego nie wniesie.

Tutaj akurat temat zaczął kręcić się wokół szczepień. Dla mnie jest to jeden z trzech tematów, których nie dotykam i dotykać nie będę. Nie jestem osobą, która ochoczo rozprawia w sieci o tych kwestiach, bo przeważnie odbija się to rykoszetem w postaci głupich komenatrzy, a ja na głupotę mam uczulenie.

Swoje dziecko zaszczepiłam podstawowymi szczepionkami, nie wymyślałam, nie szukałam odpowiedzi w sieci. Zasugerowałam się tylko decyzją mojej mamy, którą ona kiedyś podjęła szczepiąc mnie i tyle. Nic dodać i nic ująć. Ja żyję, jest ze mną wszystko ok, a i mojej córce niczego nie brakuje.

Kolejnym tematem, który jest poruszany przez wszystkie matki na całym świecie, to karmienie dziecka piersią lub butelką. Chwalenie jednego, negowanie drugiego. Ja swoją córkę przez pierwsze trzy miesiące karmiłam piersią, bo miałam taką możliwość. Później dopadł mnie czterodniowy zastój w produkcji mleka i przerzuciłam się na mleko w butelce. Ani nie czułam, w związku z tym, smutku, ani żalu, ani ulgi. Po prostu moje dziecko było głodne, a ja miałam w obowiązku zaspokoić ten głód i podjęłąm taką decyzję, a nie inną.

Słyszałam, że muszę się przemęczyć, przeczekać, że tak często bywa. Chyba miałam to w nosie, bo cierpienie jakie rysowało się na twarzy mojego dziecka podczas tych czterech dni było gorsze niż jakieś tam czekanie aż moje cycki w końcu uznają, że są gotowe na dalszą produkcję mleka.

Jeżeli podobną sytuację będę miałą przy drugim dziecko, które planuję, też podejmę taką decyzję. Z tego co widzę, rozwój mojej córki jakoś specjalnie nie jest zaburzony przez mleko z proszku. Myślę, że wręcz przeciwnie, niczego jej nie brakuje i całkiem dobrze sobie radzi ze wszystkimi wyzwaniami jakie przed nią stawia życie codzienne.

Na koniec zostawiłam sobie wisienkę na torcie. Poród.

Ile razy korci mnie, żeby napisać na forum dotyczącym tego właśnie tematu, że rodziłam naturalne i tego cholernie żałuję, bo przeżyłam prawdziwy koszmar. Raz, na poprzednim blogu opisałam ten dzień, opisałam te 23 godziny porodu ponad czterokilowego dziecka , które byly dla mnie wiecznością. Opisałam jakie zagrożenie niósł za sobą fakt, że dziecko w końcowej fazie mogło być niedotlenione i rodzenie siłami natury jednak nie do końca okazało się dobrym pomysłem.

Pamiętam jak wtedy wywiązała się dyskusja z jedną osobą, która pisała takie rzeczy, że śmiałam twierdzić, iż dla niej poród naturalny był porównywalny z najlepszym orgazmem na świecie.

Dyskusja była gorąca, ja szanowałam jej stanowisko, dopuszczałam do siebie myśl, że może rzeczywiście niektóre kobiety moga mieć takie szczęście. Ona natomiast w żaden sposób nie szanowała mojego stanowiska. Zupełnie tak, jakby była tam obok mnie na sali i wmawiała mi, że sobie wszystko wyolbrzymiam, bo przecież wyplułam dziecko przy pierwszym byle kichnięciu. Wtedy niektóre jej komentarze zaczęłam usuwać, bo czytać tych głupot nie mogłam.

Przy drugim dziecku rozważam cesarkę. Wcześniej źle oszacowano wagę dziecka i mogło skończyć się wysysaniem, więc teraz ryzyko też jest spore. Bólu nie zapomniałam i myślę, że „dobre rady” innych z pewnością nie zaważą na mojej decyzji. Koniec tematu.

Trzy tematy. Trzy ważne tematy. Nie traktuję ich pobłażliwie, nie są dla mnie byle głupotą. Ale mam na każdy z tych tematów swoje zdanie, wypracowane na podstawie doświadczeń, obserwacji, intuicji kobiecej i tej matczynej. Co do tego ostatniego, to wiem że decyzje podejmuję biorąc pod uwagę dobro dziecka, a moja intuicji powadzi mnie właśnie w kierunku, w którym podąrzam.

Jeżeli natomiast inne matki są innego zdania, uważają że moje decyzje są złe, bo u nich się sprawdza coś innego, to ich problem. Nie one będą decydować o dalszych losach moich i mojej rodziny. Ich troska skończy się tuż po tym jak wcisną „enter” na klawiaturze komputera czy tetefonu.

Szanuję decyzje innych, nie neguję, nie staram się przekonywać do swoich racji, bo uważam, że intuicja matki jest niejednakowa. Właśnie dlatego opcji jest tyle, żeby każda z nas mogła znależć dla siebie i swojego dziecka to co jest akurat dla nich najlepsze.

Grunt żeby nie popadać w obsesję i zachować zdrowy rozsądek nie podąrzając za „modą”. Bo można mieć swoje zdanie, ale najgorsze jest to, kiedy kreuje się je na podstawie opinii innych, które akurat są na topie, a niekoniecznie muszą być dobre akurat dla naszego dziecka lub dla nas.