Ulubieńcy Października

Październik za mną. Minus jest taki, że razem z końcem tego miesiąca kończy się mój urlop. Było mi na nim tak dobrze, tak bezstreswo, że pomimo kilku przygód jakie miały miejsce podczas tych dziewiętnastu dni, nie dałam się wyprowadzić z równowagi (za bardzo) i napardę psychicznie wypoczęłam. Po prostu potrzebowałam odpoczynku i odcięcia od rutyny i dotychczasowej codzienności.Miałam też kilku ulubieńców, którzy w jakiś sposób umilali mi ten czas i którymi chcę się tutaj podzielić.

URODA

ulubieńcy października

O pielegnacji twarzy piszę oddzielny post, ale wśród perełek, które naparwdę mi pomogy w ostatnim czasie są dwie rzeczy, które już kocham miłością ogromną. Są to kosmetyki firmy TOŁPA, czyli orzeźwiający żel peelingujący do twarzy z olejem z cytryny i żel micelarny do mycia twarzy i oczu z olejem z lnu. Oba kupuje w Biedronce po naprawdę dobrej cenie i z czystym sumeniem mogę polecić. Jestem  w trakcie używania trzeciego opakowania jednego i drugiego produktu, a moja cera wygląda całkiem nieźle.

Do tego włosy. Moje wymagają porządnej regeneracji ponieważ ja nie potrafię przejść obok salonu fryzjerskiego obojętnie i kiedy już tam wchodzę, to nie kończy się tylko zwykłym podcięciem końcówek. Od jakiegoś czasu jednak ograniczam rozjaśniania itp. a skupiam się bardziej na pielęgnacji i regeneracji. Tutaj z pomocą przyszły mi dwa kosmetyki, odżywka marki L’biotica – Volume Express Mask i maska marki Vis Plantis – Basil Element. Dla mnie bomba! Nie dość że pięknie pachną, jedna rozmarynem, a druga bazylią, to moje włosy po ich użyciu są naprawdę cudowne w dotyku. A uwierzcie, jeżeli moje takie są, to muszą być dobre, bo na głowie normalnie miewam siano.

Do ciała odkryłam peeling z trawą cytrynową marki Organic Shop – Organic lemongrass & sugar. Zapach obłędny, dobrze peelinguje i jest przy tym naturalny. Czego chcieć więcej?! Mnie urzekł szczególnie ten zapach, który skutecznie pobudza zmysły i daje energetycznego kopa.

W makijażu ekspertem nie jestem, ale jak każda kobieta szukam swoich idealnych produktów. Znalezienie idealnego tuszu mogę uznać za zakończone, bo ten który ostatnio odkryłam jest IDEALNY! Tusz L’oreal Paradise Extatic otwiera moje oczy. Idealny pod każdym względem, wydłuża, pogrubia i jeżeli zaaplikujemy go odpowiednio, nie zostawia grudek. Ze wszystkich, które używałam ten wygrywa.

MODA

ulubieńcy października

Blogerką modową zdecydowanie nie jestem i tego chleba nie będę nikomu odbierać, ale chcę wspomnieć o dwóch rzeczach z mojej szafy które towarzyszyły mi podczas ostatnich tygodni. Pierwszy to sweter marki H&M, który kupiłam jakieś pięć lat temu i drugi sweter no name, znaleziony na szmatach. Oba stare jak świat, ale w tym roku przechodziłam w nich cały urlop. Byłam za leniwa, żeby rozważać codziennie nowe outfity i kończyłam przeważnie w nich.

JEDZENIE

ulubieńcy października

W październiku zakochałam się ponownie w musie kokosowym Ani Lewandowskiej. Nie napiszę o nim wiele ponieważ tego trzeba spróbować, żeby się przekonać. Napiszę tylko, że jeżeli ktoś lubi Rafaello, to ten mus smakuje tak samo! A do tego jest zdrowy, duuuuużo zdrowszy. I ja nie trzymam go w lodówce, jak nakazuje instrukcja na słoiku. Wolę schować w szufladzie (wtedy nie robi się super twardy) i wyjadać kiedy mam ochotę… czyli kilka razy dziennie ;)

Może w tamtym miesiącu ulubieńców nie było aż tak wielu, ale naprawdę skupiłam się na totalnym leniuchowaniu. Ładowałam baterie, żeby w listopadzie wrócić do pracy i do tej swojej rutyny z nową energią.