Uczę moją córkę tego co najważniejsze. Miłości.

umiejętność kochania

To jakim stajemy się człowiekiem wynosimy z domu. Sami od małego nie możemy decydować czego chcemy się nauczyć, a czego nie. Z pomocą przychodzą nam rodzice i to oni mają w obowiązku nakierować nas tak, abyśmy byli najlepszą wersją siebie. Żebyśmy byli zdolni w przyszłości przejąć tę rolę, kiedy przyjdzie nasz czas aby uczyć swoje dzieci.

Dlatego właśnie chcę żeby moja córka wyniosła z domu jak najwięcej wartościowych rzeczy. Chcę nauczyć ją szacunku do drugiego człowieka, współczucia dla zwierząt, umiejętności radzenia sobie w trudnych lub stresujących sytuacjach, podnoszenia się po porażkach i mnóstwa innych rzeczy.

Jestem świadoma ogromu pracy nad tym, długiej drogi do opanowania tego, tym bardziej że sama nie jestem jeszcze ekspertką we wszystkich tych dziedzinach. Do wszystkiego podchodzę powoli, ale jest jeszcze jedna rzecz, która myślę że jest w czołówce tych wszystkich.

Umiejętność kochania i okazywania tej miłości bliskim.

Okazuję miłość swojemu dziecku na okrągło. Nie powiem, że aż nadto bo nie uważam że można z tym przesadzić. To, że jestem w niej zakochana na amen wiem Ja i wiedzą wszyscy którzy mnie znają. Czasami ponoszę porażki, kiedy ona postanawia przetestować moją cierpliwość i zwyczajnie krzyknę, bo nie ma matek perfekcyjnych do szpiku kości. Jednak staram się za każdym razem, każdą taką sytuację zakończyć okazaniem jej miłości. Ale co tu dużo mówić, każda matka wie jak to jest. Nie każda jednak wie, że dziecka nie uczymy tylko jak jeść, pić, ubierać się czy wysmarkać nos, ale też jak okazać miłość, przytulić, pocałować i powiedzieć KOCHAM.

Ja od swojego dziecka słyszę KOCHAM kilka razy dziennie i czasami może sama pytam o to czy mnie kocha, bo lubię słuchać jej odpowiedzi, ale są też momenty kiedy sama do mnie podchodzi, całuje mnie i mówi „koam”. Wtedy właśnie czuję, że idę we właściwym kierunku.

Nauczyłam córkę rzeczy o której w dzisiejszych czasach zapomina pewna część dorosłych. Wszędzie gdzieś gonią, na nic nie mają czasu, a jak już go znajdą to nie jest to na pewno okazywanie uczuć bliskim. U mnie czas w ciągu dnia ucieka jak szalony, z czego niewielka jego ilość jest zarezerwowana dla rodziny, bo pracuję o przeróżnych porach. Staram się wtedy nadrabiać jak mogę, a przy tym okazuję córce miłość tak często jak tylko się da.

Ogromnym impulsem do tego, żeby tak właśnie postępować jest to co widzę codziennie w pracy. Wiecie, że kiedy w pracy mam do czynienia z dziećmi w których oczach nie widzę tej miłości, tego uczucia, oprócz ogromnego bólu jaki czuję, mam jeszcze większą potrzebę wrócić do domu i przytulić swoją córkę najmocniej jak zdołam. Nie wyobrażam sobie żeby ona kiedyś popatrzyła na mnie czy na kogoś innego w taki sposób jak tamte dzieci patrzyły kilka chwil wcześniej na mnie.

Psychologiem nie jestem i nie będę sypać mądrościami „Jak to zrobić?” cytowanymi z książek. Robię to po swojemu, tak zwyczajnie, bez jakiegoś konkretnego planu czy rozpiski. Okazuję córce miłość spontanicznie i widzę, że ona też tak zaczyna robić.

Przytulenie, pocałowanie, powiedzenie KOCHAM, to nic wielkiego dla Ciebie, nie wymaga wielkiego nakładu pracy, a doświadczenie momentu kiedy niespełna dwuletnia córeczka bierze Twoją twarz w dłonie, całuje i mówi „koam”…

…Warto. Naprawdę warto.